piątek, 21 marca 2008

Czekam

Ilekroć zaczynam czekać wiara i nadzieja zdają się być we mnie wielkie. Wzrastają z każdym dniem. Tak jakby twoja niewidzialna ręka włożyła do mego wnętrza nie tylko obietnicę ale także jakbyś obdarzył ją życiem. Życiem, dzięki któremu ona wzrasta i żyje we mnie.
***
Na początku wzrasta powoli, niezauważalnie dla moich ludzkich oczu, ale z czasem gdy robi się coraz większa zaczyna rozpierać moje serce, tarmosi je i kopie tak mocno, że trudno to znieść. Jest wtedy juz tak wielka, że prawie nie do zniesienia. Chcę zobaczyć ją na zewnątrz moimi własnymi oczyma. Pragnę jej z wszystkich rzeczy na świecie najbardziej. Nie ważne jaki będzie koszt do zapłacenia, nie ważne czy jej przyjście na ten świat będzie boleć, chcę objąć ją i obmyć łzami czystej radości z powodu tego, że jest...
***
Nie ma jej. Nie ma jej tu na świecie, lecz tam -w środku- żyje, pełnymi garściami czerpiąc ze mnie. Zachłystuje się życiem.
***
A potem przychodzi moment, kiedy czekanie robi się coraz bardziej nie do zniesienia. Wiąże się z bólem. Wiąże się z presją i napięciem. Muszę wtedy Cię prosić abyś nie pozwolił tej słodyczy, którą włożyłeś we mnie stać się gorzką pożywką dla czarnych macek zniechęcenia. Bo czekam już tak długo. Gdy zaczynam myśleć jak długo, tracę z oczu życie, które pulsuje we mnie i zaczynam widzieć tylko mgłę i szarość. Jeśli dłużej będę nad tym myśleć wiem, że mogę stracić zdolność odczuwania tego, co we mnie jest. Mogę przestać słyszeć jej delikatne bicie serca. Może się zdarzyć, iż właśnie wtedy łapy rozczarowania i smutku zaczną powoli wyciągać ją z mojego wnętrza. Nie wiem dlaczego czasem pozwalasz aby nadzieja spotkała się z brakiem nadziei we mnie. Nie wiem dlaczego czasem Ty czekasz patrząc jak ciemności ogarniają mnie. I wtedy gdy wydaje mi się, że nie ma we mnie już nic, czuję ponownie twoją dłoń dotykającą mego wnętrza. Nieśmiałe muśnięcia aby mnie nie spłoszyć. Bo wiesz dobrze, że ból i gorycz postawiły namiot w moim sercu dla strachu. Strach będzie walczył przeciwko ponownemu chwyceniu się nadziei. Więc robisz to powoli. Pomału otwierasz moje oczy na świat, którego nie widać gołym okiem. Prześwietlasz moje wnętrze pokazując mi na nowo to, co złożyłeś w moim sercu. Teraz nawet obraz jest wyraźniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. I jest tak blisko. Bliżej niż w chwili, gdy zaczęłam go tracić. Wkładasz powoli moją dłoń w swoją. Widzę ją. Widzę znowu twoją obietnicę. Przyglądam się jej. Znów zauważam jak rośnie. Znów zaczynam czekać.
***
Aż przyjdzie dzień, kiedy most będzie gotowy. Wtedy przebiegnę po nim.
***
Drogą, którą uczyniłeś kiedy czekałam. Wąska ścieżką pomiędzy obietnicą a jej spełnieniem.
Proszę, nie każ mi czekać zbyt długo...

Brak komentarzy: