sobota, 13 września 2008

Wezbrało we mnie


Czasem wzbiera coś we mnie. Może wzbierać przez tygodnie. Niekiedy krócej. Jednak zawsze osiąga to stan, w którym wiem, że dłużej nie wytrzymam i muszę coś uczynić, aby przyszła zmiana. Mam na myśli różne zmiany. Zależy czego dotyczy wzbieranie. Jeśli wzbierają pragnienia i tęsknoty, to muszę uczynić coś więcej niż do tej pory aby przybliżyć się do ich spełnienia. Czasem tylko Bóg może je zaspokoić, więc kiedy we mnie wzbierze to wiem, że jest to czas intensywniejszego niż do tej pory wołania do Niego. Nie muszą to jednak być pragnienia i tęsknoty.
Od jakiegoś czasu wzbierało we mnie uczucie, które mówiło mi: „Dość”. W ostatnich tygodniach osiągnęło ono swoje maksimum. Dość oznacza dość.
Zaczęło się od niewinnej uwagi kogoś, kto - wierzę - miał dobre intencje. Powiedział, że boi się takich kobiet jak ja. Niby nic, nie był pewny jak to wyrazić, wspomniał, że to pewnie jego problem, jednak zasiał ziarno w moim umyśle. Bo niby dlaczego miałby się mnie bać? Bo niby co takiego jest we mnie, co odstrasza ludzi? Powiedział, że to kwestia temperamentu. Nie jestem cicha. Przynajmniej nie zawsze. Raczej zdecydowana. I umiem powiedzieć mężowi bez ogródek co zrobił źle. Oczywiście uczę się jak robić to w miłości. To wystarczy, aby się mnie bać. Spędziłam trochę czasu modląc się i pytając Pana czy coś ze mną jest nie tak. Nie wspomnę już o ilości myśli, które przelatywały mi przez głowę od chwili gdy usłyszałam tamtą uwagę. Nie, nie należę do osób, które bezkrytycznie przyjmują wszystko, co usłyszą na swój temat. Ale należę do osób, które chcą wzrastać, więc staram się przynosić przed Pana wszystkie uwagi, aby nie przegapić napomnienia od Niego. Jaki był efekt?
Mam dość!!! Dość przejmowania się tym, że nie jestem tym, kim ludzie chcieliby bym była. Dość zastanawiania się dlaczego nie jestem taka jak mój mąż. Dość słuchania o tym, że kobieta powinna być taka lub siaka. Być może nie pasuję do stereotypów. Nie bawiłam się lalkami lecz samochodami w dzieciństwie. Grałam w kapsle i chodziłam po drzewach. Uwielbiam nowe wyzwania i ryzyko. Bardziej odnajduję się w „Dzikim Sercu” niż w „Urzekającej”. Nie, nie jestem zbuntowana. Uważam, ze to piękne, iż Bóg ustanowił męża głową rodziny. Jestem taka, jaką Bóg mnie stworzył. Ojcze, dziękuję ci za to, kim jestem. I dziękuję Ci też za to kim NIE jestem. Ty masz plan. Ufam Ci. I rzeczywiście jeśli ktoś obawia się tego jaka jestem, to nie jest to mój problem. Co za wolność!!!

Z życzeniami wszystkim "roztrząsaczom" w myślach. Niech Pan nas oducza tego.